# 48
Z czwartku na piątek (ostatnia noc u Kriczr) miałam złe sny - coś o kruszących się zębach, moich. Jak nasze prababcie zawsze mówiły - sen o zębach to oczywiście zbliżające się rychło nieszczęście, więc od samego rana czujność wszelakich receptorów w moim boskim ciele ustawiłam na high . Na 9 miałam być na komisariacie, żeby złożyć zeznania - miejsce przytulne prawie tak samo jak dworzec, więc średnio udany początek dnia. W pracy czym prędzej odpaliłam sennik, gdzie pod hasłem zęby znalazłam co następuje:
Zęby:
Widzieć - zetkniesz się z chorobą
Luźne - nieprzyjemne wiadomości
Gdy dentysta wyciąga zęby - ciężka choroba, która może zakończyć się fatalnie
Plombować - odnalezienie zgubionych rzeczy
Zamówić sztuczne - Twoim udziałem będzie wiele nieszczęścia
Mieć wybite - nieszczęśliwy wypadek
Oglądać swoje - ostrzeżenie przed nieprzyjaciółmi
Wypluwać - Twoja choroba lub kogoś z najbliższych
Wypadające - utrata siły, osłabienie fizyczne i psychiczne, niemożliwość obrony siebie, swoich spraw i bliskich osób
Kruszące się - uważaj na swoje zdrowie,
tak więc mam uważać na swoje zdrowie (trochę za późno - rwa kulszowa dopadła mnie pięć dni wcześniej) i na nieprzyjaciół (jak się sprawa w sądzie zacznie, to dopiero będę miała oczy dookoła głowy).
Wróciłam z pracy już do siebie, siadłam na tyłku w pustym pokoju i zaczęłam się zastanawiać, za co mam się zabrać. Pogadać z nikim - nie pogadam (jeden brat nad jeziorem, z drugim nie gadam od roku? dwóch?, z matką już też wcale, to chyba jednak menopauza), może posprzątam, zajmę się czymś, bo ocipieję.
Dwa tygodnie żyliśmy razem jak mąż i żona, a w piątek nagle owdowiałam.
Na dzień dzisiejszy zgłaszam, że zadanie z Twin Peaks odrobiłam na ocenę celującą - serial, pełnometrażówka i książka. Przypłaciłam to koszmarami w nocy (jakbym zaczęła się moczyć, to pozwałabym gnoja Lyncha o odszkodowanie za straty moralne - przed filmem nie było ostrzeżenia o brutalnych scenach), ale dla mojej nowej miłości warto było. Teraz Kriczr musi się pogodzić, że noszę w serduszku jeszcze agenta Coopera.
Idę ogolić nogi.

4 komentarze:
:D Słyszałem, że przed ślubem wypada przejść razem pieszo pielgrzymkę.. w sumie ponoć działa podobnie jak wyjazd na łódki.
Tak czytam.. i przyznam, że robi wrażenie Wasz związek..pozytywne, rzecz jasna :) Pytanie brzmi tylko czy Luby będzie równie ochoczy do opieki nie po 2óch, niecierpliwie wyczekiwanych tygodniach, tylko po, powiedzmy, miechu i to bez perspektywy, że to się kiedyś skończy (jak już, daj Stwórco, np.zamieszkacie razem) ;P
Zastanawiam się, czy to Wasz KOT się tu w okolicy błąka? Taki z szarą mordką i zamiłowaniem do przyjaciół, bliźniaczych szczytów i zwięzłych ..."miauknięć" :D
Piszę porą wieczorową i jestem w kobiecy sposób niedysponowana, co wpływa ujemnie na pracę mojego mózgu. Zaczęłam Ci tu pisać w komentarzu smutną historię kotka, którego już nie mamy, więc nie, to nie nasz błąka sie w okolicy...
Dopiero mój mężczyzna - bystrzacha - zwrócił mi uwagę, że Tobie zapewne o inną, mniej rzeczywistą okolicę się rozchodzi... ;)
Atoli a juści, nasz to jest.
Kotka prawdziwego współczuję...szczególnie jeśli smutne były jego dzieje... :(
Jeśli więc ów KOT jest Wasz, tedy wedle znaków na Ziemi i Niebie... gdzieś tu być powinien 3 blog, drugi filar KOTa ;)
Pozdrawiam [i życzę łagodnej niedyspozycji ;)]
Prześlij komentarz